Nagle w sitanieckim lesie...

Za drewnianym mostem , tuz za rzeką, za dziurawą drogą, obok domu pokrytego strzechą, przywita Ciebie las dziewiczy, co to takiego nie ma w całej okolicy. Nie patrz za siebie, patrz do przodu! Jak masz pod górę , to weź sobie furę. A gdy pogonisz w cholerę tę burzową chmurę, odpoczniesz na łące i zakochasz się w poziomce. Niczym w przytulnym szałasie, zapomnisz o całym straconym czasie. Ale nie skuszą Ciebie jagody uroki, nie uspokoją chłodzące jak lody na firmamencie nieba obłoki, porzucisz kwieciste warkocze rozplecione na tej śródleśnej polanie i udasz się na skraj lasu, skąd zawodzić będzie donośne, piekielne wołanie. Podążaj ostrożnie do przejazdu , stań pod brzozą i obserwuj : co się stanie! Tylko się nie strwóż wielce, bo sam nie będziesz tutaj jeńcem. Po sąsiedzku ciekawska sarenka przystanie. Pajączek przerwie sieci tkanie a paź królowej na oście przysiądzie na obiedzie. Nieziemska to procesja obok Was przejedzie. Kiedy już umilkną wszystkie pasikoniki, do Twoich uszu dotrze koncert równie znakomity. Wtedy ziemia się zatelepie, a sosna z szyszek otrzepie i niczym huragan potężny , przejedzie pociąg siermiężny. Taki, co to już niejedną stuletnia ale i nastoletnią sosenkę skasował, bo zawsze drogę do celu sobie utorował. Gdy on tak sobie jechał, przyroda urlop wzięła, ale gdy tylko odjechał, to matka natura w zadek mnie kopnęła! Po 2,3 minutach harmider stopniowo ustaje, a ja do szwedzkiego stołu na poziomki i jeżyny się udaje. Nie wiem: czy to mi się przyśniło <b>...</b>











































