
Katarzyna Groniec, Robert Janowski - W żółtych płomieniach liści Słowa: Agnieszka Osiecka Muzyka: Andrzej Zieliński W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie. Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem. Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają, na łące stoją jak na scenie - czy też przeżyją, czy dotrwają? I ja żegnałam nieraz kogoś, i powracałam już nie taka, choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka. I ja żegnałam nieraz kogoś za chmurą, za górą, za drogą, i ja żegnałam nieraz kogoś, i ja żegnałam nieraz... Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy, ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły. Dziś jeszcze gęsi kroczą ku mnie w ostatnim sennym kontredansie jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się... I ja witałam nieraz kogoś chociaż paliły wstydem skronie, i powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie. I ja witałam nieraz kogoś za chmurą, za górą, za drogą, i ja witałam nieraz kogoś, i ja witałam nieraz... Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore, a razem z liszką, drogi panie, me serce biedne, ciężko chore. Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze, ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę! I ja żegnałem nieraz kogoś, i powracałem już nie taki, choć na mej ręce lśniła srogo obrączka jaką noszą ptaki. I ty żegnałeś nieraz kogoś za chmurą, za górą, za drogą, i ty żegnałeś nieraz kogoś <b>...</b>
Katarzyna
Groniec
Robert
Janowski
żółtych
płomieniach
liści
Agnieszka
Osiecka
Andrzej
Zieliński