
21.05.2011 r ogłoszono w mediach koniec Świata. Z tej okazji postanowiłem napić się wódki, żeby przeżyć go z godnością osobistą. Będąc w podróży do swojego miejsca ostatecznego uzyskałem informację o ciężkim wahadle do Zamościa przejeżdżającym przez Świdnik z 2 walentynami w tym moją ulubioną 120. Informacja została zakłócona, łączność się urwała - jak to przy końcu Świata i jak się potem okazało nie wszystko dobrze zrozumiałem, ale o tym potem. Dokładnie rzecz ujmując o 15 podczas przejazdu komunikacją publiczną ( a jakże busem! ) podjąłem decyzję, aby w ostatniej chwili wysiąść z niego w Zawadzie. Wahadło w tym czasie dopiero opuszczało Świdnik. Ale tak zdecydowałem i koniec! Szacowałem czas przejazdu na 2/3 godziny, nauczony przykrym doświadczeniem, że niektóre pociągi mają u nas kosmiczne osiągi. Jak na Zawadę to była kupa czasu. Nie bardzo byłem w nastroju, żeby tam się pałętać, na początku polazłem na Niedzieliska , a właściwie przed Niedzieliska, zafociłem wahadło po szerokim z czterosuwami, potem drugie w Zawadzie w przeciwnym kierunku i już o 16.30 rozpocząłem leniwie obejmować przysiółek Kolonia ,za wiaduktem w kierunku Rejowca. A tutaj niebo zaczęło mi mruczeć: najpierw ciszej, potem coraz to głośniej. A ja szedłem dalej i wcale się nie oglądałem za siebie. Minąłem jeden przejazd, minąłem drugi, wlazłem w totalne ostępy, gdzie kończą się już wszelkie drogi polne, aż w końcu doczłapałem do zakrętu przed Złojcem, bardzo ładny łuk, widać w początkowej części filmu <b>...</b>
PKP
Zawada
ST44-313
SM48-120