
To wprawdzie zagadkowa sprawa, ale nie wytrzymuje porównania z rewelacją przekazaną przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Oświadczył on mianowicie, że wprawdzie na miejscu katastrofy rozpoznał brata, ale po przywiezieniu zwłok do Warszawy -- już nie. Zięć ś.p. prezydenta, pan Dubieniecki twierdzi, że po przewiezieniu do Warszawy w trumnie nadal znajdowało się ciało Lecha Kaczyńskiego, ale świadectwo prezesa PiS, byłego premiera i przede wszystkim -- brata, ma z pewnością większy ciężar gatunkowy. Na razie Jarosław Kaczyński nie wyjaśnił, dlaczego swoimi wątpliwościami nie podzielił się jeszcze przed uroczystym pochówkiem na Wawelu, ale nietrudno się tej przyczyny domyślić. Gdyby bowiem pojawiły się wątpliwości, trzeba by pogrzeb odłożyć do wyjaśnienia sprawy, tymczasem względy polityczne, a zwłaszcza - potrzeby kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego wymagały kucia żelaza póki gorące. Zwracam na to uwagę, bo trochę już dzisiaj zapomniany poseł Palikot odgraża się, że zażąda zbadania poczytalności prezesa PiS. Ten pomysł przemawiałby jednak raczej za zbadaniem poczytalności posła Palikota, bo -- jak widzimy -- dozowanie przez Jarosława Kaczyńskiego informacji na temat tożsamości zwłok spoczywających w wawelskiej krypcie niewątpliwie sprzyja podtrzymaniu nie tylko zainteresowania opinii publicznej katastrofą smoleńską, ale nawet -- eskalowania wokół niej napięcia, jakże niezbędnego w okresie nirwany, w którą Polska co roku pogrąża się od Wigilii aż do Nowego Roku, a teraz <b>...</b>
Stanisław
Michalkiewicz
Spróbuj
pomyśleć
czerwona
mafia
Camorra
posbeckie
media
marionetki
EU
eurosojuz
WSI
Wojskowe
Służby
Informacyjne
komentarze
rząd
politics
government
economy
analysis
felieton
Radio
Maryja
commentary