
Marek Dyczewski zorganizował wyjazd, podczas którego mieszkańcy zainteresowani tematem mogli przyjrzeć się funkcjonowaniu biogazowni w Niemczech iw Polsce. -- W wyjeździe uczestniczyło 11 osób: ja, sąsiad, wójt, pan Dyczewski, ludzie ze starostwa, gminy, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Mało kto wiedział o tej wycieczce. Pojechali tam ludzie, którzy popierają budowę biogazowni -- opowiada Kamil Kisłowski, jeden z uczestników wyjazdu. Mieszkaniec Wychodnego zabrał ze sobą kamerę, aby udokumentować swoje wrażenia. Materiał zaprezentował podczas wtorkowego spotkania w szkole w Przebrodzie. Nagranie wywołało oburzenie mieszkańców i emocjonującą dyskusję. -- To była ustawiona wizyta -- ocenia Kisłowski. Mężczyzna wspomina, że jedna z biogazowni w Niemczech była nieczynna. W dodatku przedstawiciel firmy „Eneco" próbował wprowadzić w błąd uczestników wyjazdu, mówiąc, że w jej pobliżu znajdują się chlewnie z 11 tys. świń.- Nie było tam ludzi, nie było domów. Chciałem sprawdzić odległość biogazowni od zabudowań. Zabrałem nawet dalmierz, ale nie miałem czego mierzyć, bo niemiecka biogazownia znajdowały się w szczerym polu. W dodatku mieliśmy problem z wejściem na teren obiektu -- dodaje. Kamil Kisłowski mówi też, że pozostałych uczestników wycieczki niewiele kwestii interesowało.
Biogazownia
liszkowo